sobota, 28 kwietnia 2012
kilka sekund, z pozoru czarny obraz pod powiekami, pracujące receptory, działająca wyobraźnia, drżące dłonie muskające szyję, ciepły oddech, uśmiech pojawiający się od tak. choćbyś chciał nie dowiesz się, co widziałam o tam, pod powiekami z trzepocącymi dziewczęco rzęsami, w ramach codzienności można odkryć coś niezwykłego.
czwartek, 5 kwietnia 2012
stoje w miejscu, chcąc ruszyć dalej. godzina po godzinie nieubłaganie mija.
jestem tu pod fałszywym pretekstem. mija mnie któraś z kolei smutna twarz.
tkwię jak głupia ze swoim uśmiechem.inna od reszty będących w biegu ludzi,
uśmiechnięta, stojąca w miejscu. zastanawiam się, jak to jestbudować i palić za sobą mosty jak je konstruować, udoskonalać.
/ zimna ta woda, w której tafli się przeglądasz
odzwierciedla Twoje chłodne na innych wnętrze
synu łgarza najlepszy w uczniów sztuki zaprzeczania/
nadal nie mogę odwrócić od ciebie wzroku. nie mówiłeś, że masz mnie ich dość
może trzeba było? nie gonić za innymi, tylko spojrzeć sobie w twarz, tak jak robisz to teraz. niegalopujący w drogę przyszłości. muszę ruszyć. przestać myśleć o tobie. dość mam stania i czekania. ruszę i poszukam sobie kogoś nowego. do zapominania o bryzie
jestem tu pod fałszywym pretekstem. mija mnie któraś z kolei smutna twarz.
tkwię jak głupia ze swoim uśmiechem.inna od reszty będących w biegu ludzi,
uśmiechnięta, stojąca w miejscu. zastanawiam się, jak to jestbudować i palić za sobą mosty jak je konstruować, udoskonalać.
/ zimna ta woda, w której tafli się przeglądasz
odzwierciedla Twoje chłodne na innych wnętrze
synu łgarza najlepszy w uczniów sztuki zaprzeczania/
nadal nie mogę odwrócić od ciebie wzroku. nie mówiłeś, że masz mnie ich dość
może trzeba było? nie gonić za innymi, tylko spojrzeć sobie w twarz, tak jak robisz to teraz. niegalopujący w drogę przyszłości. muszę ruszyć. przestać myśleć o tobie. dość mam stania i czekania. ruszę i poszukam sobie kogoś nowego. do zapominania o bryzie
czwartek, 29 marca 2012
chcieć nie chcąc
(bycie miłym jest przereklamowane)
powiedziało mi niedawno kilka znanych mi osób, o rzeczach, o których istnieniu, poniekąd sama nie zdawałam sobie sprawy. po prostu były utkwione one we mnie, nie sposób było mi je dostrzec. możliwe, że już kiedyś udało mi się je rozpoznać i stały się klarowne, lecz zaniechałam je. zdaje sobie sprawę, że pewnie przez to, że nie są one mi najmilszymi. nie wiem, czy mogę, zaryzykuje. przyrównam moje zaniechanie do przyzwyczajenia. jeśli mamy piegi to się do nich przyzwyczajamy, z czasem. jeśli jesteśmy za grubi, odchudzamy się, albo akceptujemy się takimi jakimi jesteśmy. mając długie włosy, ścinając je, tęsknimy pozornie do tamtych, leżących na posadzce. ja zaakceptowałam swoje przywary, swoją niedostępność, swoją umysłową utopię ( powiedziała dziewczyna otwarta na ludzi, wygadana, komunikatywna). lubię żyć tak jak żyje. czasem chciałabym coś zmienić, jak każdy. czasem brakuje mi czasu, innym razem silnej motywacji ("dziś nie jem batonika, schudnę te 200 kalorii, jutro zjem dwa, co by nie wyjść na zero") nie mówię tutaj, o wydaniu niemałej kwoty u fryzjera, czy kosmetyczki, lecz o tym co mogę zrobić dla siebie, jak namacalnie wręcz mogę modelować siebie niczym przyszły glinany wazonik, który teraz jest tylko masą. tymczasem żegnam się na chwilę.
przywracając w pamięci ten dialog, nawet nie pamiętam ile czasu spędził w mojej głowie
(podejrzewam, że to minione lato)
- wiesz, chyba nie przywykłam do tego, że ktoś się o mnie martwi, troszczy,
a nawet jeśli to dostrzegam to choć bym chciała nie potrafię tego docenić.
- to zacznij, bo bardzo się o Ciebie martwiłem.
środa, 21 marca 2012
(miłośc jedyne ryzyko)
jestem wolna albo jestem związana
żyję sama (bez ciebie) albo w stadzie (z nimi)
jestem zwierzęciem
zawsze nim byłam
i oni też nimi są
nie marzę i nie marzyłam
wiele rzeczy pragnę
żyję w ciemności
wciąż się potykam
po tobie została dziura której wypełnić nie potrafię
teraz chce wypełznąć
powstrzymuje się od ukrywania
wiem że potrafię
bez ciebie, bez ciebie
albo i nie
żyję sama (bez ciebie) albo w stadzie (z nimi)
jestem zwierzęciem
zawsze nim byłam
i oni też nimi są
nie marzę i nie marzyłam
wiele rzeczy pragnę
żyję w ciemności
wciąż się potykam
po tobie została dziura której wypełnić nie potrafię
teraz chce wypełznąć
powstrzymuje się od ukrywania
wiem że potrafię
bez ciebie, bez ciebie
albo i nie
sobota, 10 marca 2012
pozwoliłam temu umrzeć nie żałuje jestem dobrą kobietą jesteś dobrym mężczyzną przez chwilę karmiliśmy się wzajemnym jadem który sączył się z naszych fluoroscencyjnych z miłości czerwonych serc z dobra pozostała wzajemna złość nie wiedziałam że potrafię mieć w sobie tyle złości zanikałam z dnia na dzień nawet nie bolało w ten dzień było rozkosznie miło my dusząca się w nas złość miliony myśli spraw straciliśmy ten wieczór na wzajemne obarczanie się winą wzięłam ją na siebie wzrok pełen czułości i bólu wpatrzony we mnie moje nogi z waty ostatnie cześć rzucone tamtego dnia zamknięte drzwi koniec dobrym początkiem
Subskrybuj:
Posty (Atom)