nocami snuje się po miejskich, cichych już uliczkach.
zimno przeszywa moje ciało.
szelest liści pod stopami, niekiedy nabawia mnie dreszczy. wiatr, zwiewa mi włosy na twarz.
podążam przed siebie, uciekając przed czymś, czego nie potrafię sprecyzować.
czuję strach, strach nocy.
obracam się, w przeczuciu, że ktoś się na mnie zakrada.
jestem tylko ja, noc, park, ponury jesienny park. i moje myśli.
czuję, że sobie nie poradzę.
czyżbym znów była w punkcie wyjścia?
w położeniu, którego tak nie chciałam...
nurtujące mnie myśli, zabijają moje wnętrze.
to irytujące, kiedy nie ma Cię przy mnie, a ja jestem
taka
bezbronna...
wracam do domu.
światła miasta gasną, pali się tylko to moje przed domem,
niech wszyscy wiedzą, że nie mogę spać i czuwam nad tymi gasnącymi, by mogły spokojnie odpocząć.
ostatnio tak już mam...
wszędzie gaszą już światła, słońce zaszło już dawno, a mnie właśnie teraz zachciało się żyć.