poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Siedzenie na balkonie.
Kocham to, kiedy o zachodzie słońca, siedzimy na balkonie. Kocham zachody, to żarzące się słońce znikające za horyzontem, ten blask, to światło, które sprawia, że mogę przez tą chwilę moje brązowe włosy przefarbować na rudo, za pomocą światła. Kocham beztrosko zamykać oczy i delektować się tymi ostatnimi już promieniami słońca, na dziś. Wpatrujemy się na znikające za kolejnym szarym blokiem słońce. Przytulamy się do siebie. Rozmawiamy. Tak bardzo lubię z Tobą rozmawiać, bo każda Twoja odpowiedź jest taka nietuzinkowa i daje mi do myślenia. A Ty tak dziko się uśmiechasz, kiedy kontroluje godzinę... Potem ściskasz mnie mocno i mówisz, że mam już się tak nie roztrząsać, nad tym, że wczoraj wróciłam za późno do domu. Parskasz mi śmiechem w twarz, trzęsąc się przy tym niemiłosiernie mocno. Odsuwam się od Ciebie, udając obrażoną, przybliżasz się do mnie nachalnie i cmokasz mnie w czubek głowy. Oczywiście odwracam się do Ciebie i równie mocno cmokam Cię w usta. Lubię Cię takiego troskliwego, lubię Cię całego. Słońce już całkiem znika za szarym blokiem. Nadchodzi wieczór, czas przejść się w nasze ulubione miejsca. Tylko czy starczy nocy, by je wszystkie odwiedzić? Przekonajmy się, zostańmy na tej zimnej, balkonowej podłodze wyłożonej płytkami, wyciągnijmy nogi przed siebie, oprzyjmy się plecami o ścianę, chwyćmy się za dłonie i przez całą noc, za pomocą wyobraźni przenośmy się w te miejsca, ot tak.
poniedziałek, 25 lipca 2011
powroty.
Smolik - Close your eyes - do posłuchania, przy czytaniu wpisu <3
spotykamy się po dłuższym czasie rozłąki.
nasze dłonie, zaplatają się i nie mają zamiaru się rozłączyć.
nasze ciała, lgną do siebie.
nasze usta, czule się muskają.
nie miałam zamiaru wypuścić Cię z objęć.
proszę Cię zamknij oczy,
pobłądź dłońmi po moim ciele,
oddaj się chwili słabości.
zaufaj mi,
przeprowadzę je przez tułaczkę mojego ciała.
otworzysz je z powrotem,
zobaczysz moją uśmiechniętą twarz.
brakowało mi Twojego ciepła,
zapachu,
całej aury, której wokół siebie stwarzasz,
pocałunków, które zostawiałeś na moich
wargach, czole, polikach, skroniach i szyi.
nie chciałam by to popołudnie się skończyło,
żeby znużyła nas noc.
chciałam mieć Cię przy sobie,
przytulać,
całować,
bezkreśnie długo opowiadać...
magazynować sobie Ciebie z powrotem,
by mieć, na kolejne rozłąki.
tak bardzo się do Ciebie przyzwyczaiłam,
do tego, że jesteś,
że mogę na Ciebie liczyć,
trwać przy Tobie,
ot tak... po prostu.
odgrodźmy się od tego świata, który tętni życiem,
zbudujmy sobie własny świat,
wyjedźmy stąd...
proszę.
kiedy nie ma Ciebie przy mnie, czuję, że
brakuje mi jednego elementu, mojego ciała,
okazuje się, że nie mam serca,
zostawiłam go przy Tobie, byś
się nim zaopiekował i zatroszczył.
patrzył jak bezlitośnie mocno, pała
do Ciebie niekończącą się miłością.
moją miłością.
do Ciebie...
spotykamy się po dłuższym czasie rozłąki.
nasze dłonie, zaplatają się i nie mają zamiaru się rozłączyć.
nasze ciała, lgną do siebie.
nasze usta, czule się muskają.
nie miałam zamiaru wypuścić Cię z objęć.
proszę Cię zamknij oczy,
pobłądź dłońmi po moim ciele,
oddaj się chwili słabości.
zaufaj mi,
przeprowadzę je przez tułaczkę mojego ciała.
otworzysz je z powrotem,
zobaczysz moją uśmiechniętą twarz.
brakowało mi Twojego ciepła,
zapachu,
całej aury, której wokół siebie stwarzasz,
pocałunków, które zostawiałeś na moich
wargach, czole, polikach, skroniach i szyi.
nie chciałam by to popołudnie się skończyło,
żeby znużyła nas noc.
chciałam mieć Cię przy sobie,
przytulać,
całować,
bezkreśnie długo opowiadać...
magazynować sobie Ciebie z powrotem,
by mieć, na kolejne rozłąki.
tak bardzo się do Ciebie przyzwyczaiłam,
do tego, że jesteś,
że mogę na Ciebie liczyć,
trwać przy Tobie,
ot tak... po prostu.
odgrodźmy się od tego świata, który tętni życiem,
zbudujmy sobie własny świat,
wyjedźmy stąd...
proszę.
kiedy nie ma Ciebie przy mnie, czuję, że
brakuje mi jednego elementu, mojego ciała,
okazuje się, że nie mam serca,
zostawiłam go przy Tobie, byś
się nim zaopiekował i zatroszczył.
patrzył jak bezlitośnie mocno, pała
do Ciebie niekończącą się miłością.
moją miłością.
do Ciebie...
niedziela, 24 lipca 2011
Wakacje w pigułce. :)
Lubię to swobodę, która jest ze mną przez całe wakacje, a tym bardziej, wtedy kiedy wyjeżdżam z mojego małego miasteczka. Spakowana i gotowa do wyjazdu, poszłam na wyznaczone miejsce, skąd wyjechałam, razem z koleżankami, na pierwsze wakacje, bez rodziców. Trasa zajęła nam ok. 1,5 godziny, bo udaliśmy się do przeuroczej miejscowości znajdującej się nad jeziorem. Cały pierwszy dzień spędziłyśmy na zwiedzaniu okolicy, miasta i podziwianiu, pięknych otaczających nas widoków. Było tak uroczo i swojsko. Dzika plaża oddalona od nas o jakieś 5 minut drogi, okazała się być tak wyjątkowo piękną, woda była bardzo czysta, nawet znajdował się tam nowy pomost z zamontowanymi ławeczkami. W pierwszy dzień także mieliśmy grilla, którego urządziliśmy na tarasie, potem pograliśmy w karty, pośmiałyśmy się, pogadałyśmy. Dość późnym wieczorem, wybrałyśmy się na miasto. Najgorszą rzeczą, było wracanie do domu, gdyż trzeba było iść przez ok. 10 minut przez ciemny las, oświetlony jedynie przez świetliki. Oczywiście nie obeszło się bez jednego incydentu, ale zostawię go sobie dla siebie, a także dla reszty Towarzyszek i jednego Towarzysza tego wyjazdu. Wtorek, to była od samego rana plaża, kąpanie się, granie na piachu w siatkówkę i takie tam pierdoły. Spaliłam się, jak nigdy dotąd (nigdy nie leże na słońcu, bo to dla mnie strata czasu, zawsze więc jestem blada) tym razem, nie siedząc ani 5 minut na słońcu, strasznie opaliłam sobie ramiona, plecy, dekolt i twarz. Genialnie teraz schodzi mi z tamtych miejsc skóra, ale wolę to, niż ciągłe uczucie ciepła na skórze. Środa jakoś niepostrzeżenie szybko mi minęła, nawet dokładnie nie wiem co robiłyśmy, chyba byłyśmy w mieście na grach, obiedzie, shakach itd. Czwartek spędziliśmy w większości w domu, gdyż padało niemiłosiernie, ale wtedy zrobiliśmy sobie imprezę i było bardzo miło. Żałowaliśmy, że nie spędzaliśmy tak każdego wieczora, bo tylu żartów się nie naopowiadałam już dawno, ani brzuch mnie tak nie bolał ze śmiechu. Wieczorem jednak wybraliśmy się na miasto, by przewietrzyć się i spędzić ostatni wieczór w tym pięknym miasteczku. Było bardzo zabawnie. Piątek to wielkie pakowanie, szykowanie się do wyjazdu i przeogromny smutek, że już nadeszła chwila odjazdu, zdążyłyśmy jeszcze w okrojonym nieco składzie pójść do miasta, zagrać ostatni raz na automatach, które przez te 5 dni uwielbiałyśmy. Wróciłam do domu ok. 14:30 zmęczona i niewyspana, ale przede wszystkim szczęśliwa, po tak udanych wakacjach, spędzonych w tak doskonałym towarzystwie!
piątek, 22 lipca 2011
2
Wróciłam cała i porządnie spieczona, nie leżąc nawet 5 minut na kocu. Pewnie napisze coś o wyjeździe, ale to potem. Na razie pochłania mnie pisanie na wspólnego bloga, jak już wcześniej mówiłam, piszemy z kolegą bloga, całkiem innego, więc wchodźcie, komentujcie, będzie nam bardzo, ale to bardzo miło. Nie martwcie się, tutaj będę zaglądać, tak często jak dotychczas, nie mogłabym Was zostawić. :)
i znów zalinkuje :
www.sera.blox.pl - coś mojego i Key'a do poczytania
i
http://redsun.blox.pl/html - a tutaj średniowiecze, okiem Key'a :)
Postaram się odezwać jak najszybciej. :)
i znów zalinkuje :
www.sera.blox.pl - coś mojego i Key'a do poczytania
i
http://redsun.blox.pl/html - a tutaj średniowiecze, okiem Key'a :)
Postaram się odezwać jak najszybciej. :)
niedziela, 17 lipca 2011
wyjazd...
Kochani, wyjeżdżam na niecały tydzień z moimi ukochanymi dziewczynami na wakacje, nad jezioro. Modlę się o ładną pogodę, ciepłą wodę i cudowny klimat! Wszystkie rzeczy upchnięte do torby, ledwo co się zapina, ale wszystkie sukienki, bluzki, czy też sweterki mają odrobinę miejsca w torbie, dzięki Bogu. Czy Wy też pakując się macie myśl przewodnią "Czegoś zapomniałam, tylko czego?" ?
Kurczę, już się nie mogę doczekać... :)
A teraz link do naprawdę świetnego bloga http://sera.blox.pl/html, klikajcie i czytajcie, Krzysiek ma naprawdę talent do pisania, ja go nieco wspomagam, tak więc i Wy wspomóżcie nas czytaniem... :)
Trzymajcie się ciepło.
Mam nadzieję, że wyjazd przyniesie ukojenie, na mój ból.
Kurczę, już się nie mogę doczekać... :)
A teraz link do naprawdę świetnego bloga http://sera.blox.pl/html, klikajcie i czytajcie, Krzysiek ma naprawdę talent do pisania, ja go nieco wspomagam, tak więc i Wy wspomóżcie nas czytaniem... :)
Trzymajcie się ciepło.
Mam nadzieję, że wyjazd przyniesie ukojenie, na mój ból.
Subskrybuj:
Posty (Atom)